...o przedmiotach, obrazach, sztuce i socjologii
O autorze
Kategorie: Wszystkie | LINKI | idee | info | naoczne | teksty | tekstybeta
RSS
niedziela, 21 października 2007
RZECZ 19
18:57, krajewskimarek , naoczne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 października 2007
Perły z lamusa
Na stronach Stewarta Home 'a, oprócz założycielskich manifestów plagiaryzmu i neoizmu, można znaleźć oryginalną wersję jego książki, wydanej w 1993 roku po polsku, pod tytułem Gwałt na kulturze. Utopia, awangarda, konkultura. Od letryzmu do Class War. Książka mało znana i ulokowana wąsko w kulturze anarchistycznej, ale warta przeczytania, choćby z powodu współczesnego zainteresowania aktywną publicznością, culture jamem, street artem, przestrzenią publiczną i strategiami jej odzyskiwania. Warto do niej sięgnąć również dlatego, że dotyczy ona przede wszystkim europejskiej, a nie amerykańskiej kontrkultury, a to spojrzenie nie tak częste. Amerykanizacja nie dotyczy więc tylko mainstreamowej kultury, ale też alternatywnych nisz.
21:49, krajewskimarek , LINKI
Link Dodaj komentarz »
ST THOMAS
Dopiero dziś dowiedziałem się, że 11 września tego roku zmarł w Oslo jeden z moich ulubionych artystów Thomas Hansen, Norweg grający dziwne country-folkowe kowbojskie ballady. Na myspace można posłuchać jego koncertu i wygłaszanych podczas niego kapitalnych monologów. Kowboje ze Skandynawi , podobnie jak cały nurt „indie folku” i mody na balladowe, rzewne granie to pewnie dobre przykłady delokalizacji i hybrydyzacji kulturowej w której równie ważne, co dźwięki jest styl i sposób bycia (starannie wystudiowana niedbałość, nieuczesanie i zapuszczenie brody), ale jakoś trudno mi wpisać Saint Thomasa w te trendy, bo jest (był) on osobny.

 

19:05, krajewskimarek , info
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 października 2007
RZECZ18
23:29, krajewskimarek , naoczne
Link Komentarze (4) »
Kim jest Karin Sander?

 

Przywołana w poprzednim poście akcja Jochena Gerza wchodzi w silne interakcje z wcześniejszym o kilka lat projektem Karin Sander zatytułowanym Karin Sander. Artystka w 2002 wysłała list do kobiet mieszkających w Austrii, Szwajcarii oraz Niemczech i noszących to samo, co ona imię i nazwisko, z prośbą, by każda z nich przekazała swoją  fotografię i umożliwiła jej publiczną prezentację. W rezultacie tego zaproszenia Karin Sander otrzymała 60 autoportretów, które zostały następnie wyeksponowane w identycznych formatach i oprawach, obok siebie na ścianach galerii.

Sześćdziesiąt kobiet, których wizerunki można było oglądać podczas wystawy, nazywających się Karin Sander, nie jest w żaden sposób do siebie podobnych, ale przeciwnie to sześćdziesiąt całkowicie odrębnych jednostek, biografii, historii życiowych i sposobów układania sobie życia, niepowtarzalnych więzi i relacji z innymi. Artystce w przekonujący sposób udało się więc pokazać, jak bardzo różne jest to, co zdaje się być identyczne i jak mocno społeczne aspekty naszej tożsamości (tu imię i nazwisko) wprowadzają nas w błąd, ukrywając lub zaprzeczając temu, co unikalne i prawdziwie jednostkowe.

23:28, krajewskimarek , idee
Link Komentarze (1) »
sobota, 06 października 2007
SALVIAMO LA LUNA

 

Salviamo la Luna, jeden z ostatnich publicznych projektów Jochena Gerza, zrealizowany w jednej z dzielnic Mediolanu, zainspirowany został opowieścią o mieszkającym tu człowieku, który zobaczywszy odbicie księżyca w kałuży, zwołał swoich przyjaciół, by pomogli mu go ratować. W przedsięwzięciu Gerza wzięło udział 2734 osoby, które zgodziły się, by wykonać ich fotograficzny portret i z którym następnie demonstrowały na ulicach swojego miasta. Wszystkie wykonane zdjęcia zostały następnie zaprezentowane przez Museo di Fotografia Contemporanea w Mediolanie, zaś pod koniec wystawy każdy z uczestników działania otrzymał portret innej osoby biorącej udział w tym dwuletnim projekcie i mógł go zabrać do swojego domu.

Gerz w tym niezwykłym przedsięwzięciu zdaje się przypominać o dwu rzeczach: po pierwsze, iż każdy z nas ma unikalne powody, by protestować (bo tak, jak mężczyzna widzący księżyc w kałuży, postrzegamy świat inaczej, niż wszyscy pozostali i nie do końca się w tym świecie mieścimy). Zazwyczaj jednak tego nie robimy, bo wolimy zredukować swoje pragnienia do tych, które da się zrealizować w istniejącym porządku ( nie jesteśmy więc do końca szczęśliwi, ale za to normalni) . Po drugie, iż lepszy świat, korekty w nim wprowadzane budują małe osobiste utopie, które innym, często nieznajomym wydadzą się istotne na tyle, że uznają, iż warto ich realizacji poświęcić czas, uwagę, resztę życia, zawodową karierę, wolność lub pieniądze. System nie proponuje nigdy jak go ulepszać, czy zmienić, dlatego, trzeba wsłuchać się zarówno w samego siebie, jak i w innych. To w nas drzemie rozwiązanie.

23:51, krajewskimarek , idee
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 października 2007
Open pop star?

Szeroko komentowana informacja o zaprojektowaniu przez słynnego brytyjskiego artystę Damiena Hirsta limitowanej serii Levisów 501 nazwanych Warhol Factory X Levi's Damien Hirst jest interesująca nie tyle jako kolejny przykład całkowitego zatarcia granic pomiędzy sztuką a designem, galeria a sklepem, artystami a biznesmenami, dziełem a towarem, ale przede wszystkim jako dowód na to, iż najbardziej produktywną wartością, którą dysponuje dziś jednostka jest jej nazwisko.

Nazwiska będące na ustach całego świata zamieniają wszystko, co nimi sygnowane w wartość (wymienną, kulturową, znakową) i nie tylko przypominają znaki towarowe, ale po prostu nimi są. Nikt z pewnością nie zaprzeczy, że Hirst, Madonna, Sharapova, Beckham, Cruise, Doda, czy Wiśniewski to już nie konkretne osoby, ale marki, transferujące swoją widzialność na produkty oraz zdarzenia i sprawiające, iż stają się one rozpoznawalne i wartościowe. Spełniły się więc sny Warhola marzącego o tym, by stać się artystą biznesmenem i by sztuką uczynić manipulowanie rynkiem oraz zarabianie pieniędzy. O ile jednak w przypadku Warhola ten nowy scenariusz roli artysty miał jeszcze wymiar krytyczny i transgresyjny, to w przypadku współczesnych gwiazd świata sztuki zdaje się chodzić już tylko o ekonomiczną efektywność. Nikogo już zaskakuje zupełne zlanie się w jedność kulturowej i finansowej ekonomii oraz utożsamienie doniosłości dzieła i artysty z ich wartością rynkową. W świecie nadmiaru i nieustannej zmiany potrzebujemy bowiem prostych i obiektywnych miar pozwalających nam oddzielić ziarno od plew. Są nimi widzialność oraz cena.

W przypadku jeansów Hirsta mamy zgodnie z tymi kryteriami do czynienia nie ze zwykłymi spodniami, ale z wybitnym dziełem. Ich nazwa splata bowiem w sobie trzy wielkie nazwiska ( Levi Strauss, Damien Hirst, Andy Warhol), nazwę kluczowego dla sztuki lat 60 i 70 miejsca (Fabryka Warhola) silny znak towarowy Levi’s oraz legendarną serię spodni tej marki-501. Rodzi się oczywiście pytanie, czy stopienie w jedność tylu wielkich nazwisk po to, by sprzedawać spodnie oznacza gwarantowany sukces ekonomiczny tego przedsięwzięcia, czy też kulturową porażkę dotykającą nas wszystkich. Odpowiedź brzmi- i jedno i drugie.

Najbardziej zabawne jest zaś to, że działania krytyczne z lat 60 i 70-tych, wymierzone w religię sławy, a oparte na strategii multiple-use name (polegającej na używaniu przez dowolną osobę znanego nazwiska, by sygnować nim własne przedsięwzięcie i prowadzącej do stworzenia "open pop-star"-gwiazdy, która jest rozpoznawalna jako marka, ale w którą wciela się każdy kto zechce) są dziś powszechnie stosowaną strategią marketingową. Drobna korekta, którą do tych działań wprowadzono polega na tym, że co prawda sławnym nazwiskiem sygnowane może być wszystko, ale jego używanie ograniczone jest w swojej swobodzie przez umowy, strzeżone przez armie prawników, policję i celników usiłujących oddzielić oryginał od podróbki. Jest to jedyny dowód na to, że wielkie nazwiska nadal oznaczają konkretne osoby.

12:26, krajewskimarek , idee
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 października 2007
Wojny z góry przegrane

Kompozycja Staalplaat Sound System na 104 pralki automatyczne z Berlina z 2000 roku ( via VWORK) nie tylko przypomina o idei muzyki konkretnej, ale też o tym, że przedmioty wiodą swoje własne życie, które wymyka się naszej kontroli. Panujemy nad pojedynczymi obiektami ( potrafimy włączyć telewizor, przesunąć krzesło, umyć talerz, wbić gwóźdź przy pomocy młotka, zawiązać sznurowadła itd.), ale już nie nad ich systemem rezydującym w naszych domach. Taka perfekcyjna kontrola możliwa jest tylko wtedy, gdy dom i jego wyposażenie pozuje do zdjęcia, ale znika na co dzień. Próby okiełznania przedmiotów, ich porządkowania i dopasowywania do siebie tak, by układały się w całość poddaną naszej woli zazwyczaj kończą się albo wygraniem bitwy w z definicji przegranej wojnie, albo stworzeniem przestrzeni z której wyeliminowano to, co ludzkie. Przedmioty wiodą więc swoje życie (są często nie na miejscu, gubią się, psują się, hałasują, działają zbyt szybko albo zbyt wolno) i chociaż często nas to irytuje, to jednocześnie sprawia, iż próbując je okiełznać, na powrót stajemy się podmiotami. Sprzątanie, segregowanie, remontowanie, naprawianie, nie służy wyraźnym celom instrumentalnym i z góry skazane jest na porażkę, ale pozwala określić, kim jesteśmy. Dla celebrowania naszej gatunkowej tożsamości stworzono nawet specjalne święto- co roku ósmego stycznia ma miejsce Dzień Sprzątania Biurka.  


09:58, krajewskimarek , idee
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 30 września 2007
RZECZ17
09:58, krajewskimarek , naoczne
Link Dodaj komentarz »
sobota, 29 września 2007
Zło i dobro

Premier Jarosław Kaczyński na dzisiejszej konwencji wyborczej w Szczecinie powiedział:
"W świecie wirtualnym i mediów nad nami przewagę mają nasi przeciwnicy, ale my wygrywamy w świecie faktów" (Dziennik)

„Jest świat realny i tu my jesteśmy górą. Ale jest też świat wirtualny, medialny i tam przewagą mają nasi przeciwnicy”( Gazeta Wyborcza)

„Jest świat faktów - i tu my mamy przewagę. Fakty przemawiają za nami. Ale jest też świat wirtualny, medialny. I tam przewagę mają nasi przeciwnicy” (PAP, Rzeczpospolita, TVN24)

Jeżeli poważnie potraktujemy tezy o symulacyjnym charakterze naszego świata i o jego całkowitym zmedializowaniu, to słowa te można potraktować jako przyznanie się do całkowitej porażki, ale istotniejszy jest tu sam fakt dokonania przez premiera rozróżnienia pomiędzy realnym i wirtualnym światem, światem faktów i mediów. Istotniejszy, ponieważ doskonale wyraża on status tej opozycji- nie służy ona jako narzędzie opisu rzeczywistości, ale jako retoryczny środek za pomocą którego krytykujemy współczesność. Stosowanie tej hierarchicznej dychotomii ( realny- wirtualny, prawdziwy- sztuczny) nie pomaga nam z pewnością zrozumieć otaczającej nas rzeczywistości, ale daje pewność, iż wybierając realne, a nie wirtualne stajemy po właściwej stronie. Paradoks polega jednak na tym, że tego rodzaju retoryka staje się skuteczna tylko za pośrednictwem tego, co jest jej przedmiotem.

(Jak rozumiem wirtualność wyjaśniam w tekście: Społeczne jako wirtualne. O starym i nowym typie symulowania realności, opublikowanym w nieco zmienionej formie w książce Człowiek pomiędzy rzeczywistością realną a wirtualną, Ośrodek Wydawnictw Naukowych, Poznań, 2006)

23:21, krajewskimarek , teksty
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9