...o przedmiotach, obrazach, sztuce i socjologii
O autorze
Kategorie: Wszystkie | LINKI | idee | info | naoczne | teksty | tekstybeta
RSS
piątek, 14 grudnia 2007
RZECZ28
13:04, krajewskimarek , naoczne
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 grudnia 2007
Przedmiot, który uczłowiecza...

...czyli o tym, jak obiekty materialne stwarzają nas jako ludzi. Szkic do większego tekstu :

PLIK  

21:39, krajewskimarek , tekstybeta
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 03 grudnia 2007
RZECZ27
15:36, krajewskimarek , naoczne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 grudnia 2007
Niketura

Kultura korporacyjna, a więc produkowane przez międzynarodowe firmy dobra materialne, obrazy, filozofie, systemy wartości i preferowane przez nie zachowania, zdają się tworzyć dziś rodzaj nowej natury, bez której, jak dawniej bez przyrody i narzucanych przez nią zasad, nie sposób sobie wyobrazić rzeczywistości. Tym bardziej, iż najbardziej realne jest dziś właśnie to, co kulturę tę tworzy. Realność ta przysłania wszystko inne nie tylko dlatego, że to, co ją konstytuuje jest wszechobecne, ale przede wszystkim dlatego, że korporacyjne wytwory materializują to, co wydawało się dotąd tylko ideą, marzeniem, abstrakcyjną wartością. Żyjemy w świecie, w którym każda myśl i pragnienie posiada swoją reprezentację w postaci produktu lub usługi, nieprzypadkowo więc, co najmniej od czasów Andy Warhola, artyści próbują tę nową naturę nie tylko portretować, ale poddają ją również głębokiej analizie. Tym, co mnie ostatnio zaskoczyło jest wielość prac poświęconych produktom firmy Nike. Oczywiście zaskoczenie to jest trochę udawane, bo korporacja ta w latach 90-tych, nie tylko aktywnie współtworzyła nowy rodzaj przyrody, o którym tu mowa, ale też dla wielu najpełniej wyrażała jej istotę, stając się tym samym metaforą tego, czym jest korporacyjna kultura w ogóle.

Oprócz tysięcy subvertisingowych obrazów parafrazujących filozofie firmy Nike i ujawniających specyficzną moralność jej działań, można znaleźć również projekty bardziej rozbudowane takie jak Nikeground grupy 0100101110101101 ( polegający na podszyciu się w Wiedniu pod działy promocyjne firmy Nike, po to, by zaproponować mieszkańcom najważniejszych stolic świata, zmianę nazw głównych ulic i placów w ich miastach na Nikesquare, Nikestreet, Piazzanike, Plazanike czy też Nikestrasse), czy też Film Michaela Bluma zatytułowany My Sneakers, przedstawiający podróż artysty do Indonezji, gdzie zgodnie z metką zostały wytworzone, jego kupione w Paryżu buty Nike.

Warto dodać, iż Nike, jak każda natura nie tylko jednak irytuje przez swoją wszechobecność i narzucanie nam reguł, ale też inspiruje. Najlepszym przykładem jest tu pewnie wystawa prac ponad dwudziestu japońskich artystów, zainspirowanych przez słynny model nikeów spopularyzowanych w latach 80-tych przez Michaela Jordana, a zatytułowana White Dunk: The Evolution of an Icon.

Istotne we wszystkich tych działaniach (i to niezależnie od tego, czy Nike jest w nich przedmiotem krytyki, czy zachwytu), wydaje się być to, że nowa korporacyjna natura podlega w nich urefleksyjnieniu i że staje się przez to mniej naturalna, oczywista, obiektywna, a więc również bardziej podatna na zmiany i modyfikacje.

13:39, krajewskimarek , idee
Link Komentarze (5) »
sobota, 24 listopada 2007
RZECZ26
18:07, krajewskimarek , naoczne
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 listopada 2007
Patrząc na starość

Już w przyszłym tygodniu w Poznaniu odbędzie się konferencja:

Szczegółowy program: plik

Zapraszam w imieniu organizatorów.

19:47, krajewskimarek , info
Link Komentarze (2) »
niedziela, 18 listopada 2007
Retoryczność starości

Kim są starsze osoby z fotografii wykonanych w ramach projeku Iconic Moments of the 20th Century grupy Henry VIII's Wives? Po pierwsze pensjonariuszami domu opieki w Glasgow, którzy przed obiektywem aparatu fotograficznego odgrywają sceny ze najbardziej znanych XX wiecznych zdjęć dokumentalnych (Berlińska Olimpiada w 1936 roku/ Konferencja Jałtańska/ Iwo Jima/ Nguyen Ngoc Loan strzelający w głowę podejrzanego o współpracę z Vietcongiem itd.) Po drugie są sobą- nie zostali oni w jakikolwiek sposób ucharakteryzowani, ubrani są własne codzienne stroje, zaś zdjęcia wykonano w miejscu w którym przebywają. Po trzecie w końcu występują tu one również w roli figury retorycznej, która z jednej strony pozwala przyjrzeć się statusowi zdjęć nazywanych ikonami, z drugiej zaś statusowi osób starszych.

W tym pierwszym wypadku chodzi więc o zwrócenie uwagi, iż najważniejsze fotografie XX wieku nie pokazują konkretnych sytuacji, które na nich utrwalono, ale idee- okrucieństwo wojny, bohaterstwo żołnierzy, geopolitykę powojennego świata, patriotyzm itd. Żołnierzy można zastąpić emerytami, ulice Sajgonu uliczką w Glasgow, a berlińskie podium na którego szczycie stoi Jesse Owens, stolikiem pod telewizor, a i tak powstałe w ten sposób nowe fotografie będą nadal odsyłały do swoich pierwotnych idei. Co to oznacza? Przede wszystkim to, że rzeczywistość zawsze przegrywa z jej powtarzanymi tysiące razy reprezentacjami, a najbardziej dramatyczne obrazy (przedstawiające śmierć, umieranie, cierpienie konkretnych osób) bardzo szybko przestają być szokującymi nas dokumentami, a stają się tym czym są- a więc jednymi z wielu wizualnych przedstawień (mam wrażenie, że tak się właśnie stało z video prezentującym śmierć Roberta Dziekańskiego na lotnisku w Vancouver powtarzanym w nieskończoność przez wszystkie telewizje), przyjmowanych ze spokojem wytrawnego widza, który nie takie rzeczy już widział.

Zdjęcia z omawianej serii pozwalają również dostrzec dwuznaczny status osób starszych we współczesnym życiu społecznym. Z jednej strony są one traktowane z pobłażliwym dystansem, bardzo podobnym do tego, którego używamy gdy próbujemy rozumieć dzieci. Z drugiej zaś z ostrożnym szacunkiem u którego podstaw leży świadomość, iż starsi już niejedno widzieli i przeżyli, że świadkowali wielu istotnym zdarzeniom, że ich doświadczenia są bogatsze od naszych. Czy tej dwuznaczności nie prezentują właśnie fotografie z serii Iconic Moments…? Widzimy na nich bowiem starsze osoby zachowujące się jak dzieci, ale też mamy świadomość, iż mogły one uczestniczyć w dramatycznych zdarzeniach, do których odsyłały pierwowzory zdjęć, iż mogły być ich naocznymi świadkami lub aktorami. Dwuznaczność, która się rodzi na styku tego, co widać i naszych wyobrażeń dotyczących bohaterów zdjęć doskonale oddaje poznawczy kłopot, który towarzyszy nam, gdy próbujemy pojąć kim są stare. Dla ich rozumienia brakuje nam dobrego słownika, bo ten, którym dysponujemy stworzono na potrzeby tych, którzy dziś dominują- młodych i dorosłych.

23:00, krajewskimarek , idee
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 listopada 2007
RZECZ25
18:13, krajewskimarek , naoczne
Link Komentarze (3) »
wtorek, 13 listopada 2007
Never Been Too...

Projekt Never Been to Teheran prezentuje zdjęcia kilkunastu artystów z całego świata, przedstawiające stolicę Iranu. Istotne jest to, iż żaden z uczestników tego przedsięwzięcia nigdy nie był w tym mieście, zaś fotografie zostały wykonywane w miejscu ich zamieszkania ( a więc na przykład w Paryżu, Tokio, Londynie, Malme, Berlinie, Karaczi, czy Filadelfii). Powstały w ten sposób album jest więc w istocie zbiorem zwizualizowanych społecznych i indywidualnych wyobrażeń na temat Teheranu. Najczęściej są to zdjęcia przedstawiające to wszystko, co kojarzy się nam z islamem i kulturą arabską (zakwefione kobiety, meczety, specyficzne pismo, ciecierzyca, baranina, arabeski, dywany, bazary itd.) albo to, co stanowi elementy stworzonej przez zachodnie telewizje reprezentacji tego rejonu ( militaryzacja, krew, rozhisteryzowany tłum, ubóstwo itd.), od czasu do czasu zaś pojawiają się tu też fotografie, które pokazują Teheran poprzez obrazy nie kojarzące się z nim bezpośrednio (wieżowce, samochody, industrialne krajobrazy, portrety przypadkowych osób itd.). Te ostatnie zdjęcia nie próbują więc tego miejsca egzotyzować, ale usiłują pokazać, iż jest ono normalne, co w tym wypadku oznacza podobne do zachodnich miast. Znaczące jest więc to, że jako narzędzia walki ze stereotypowymi reprezentacjami inności używa się stereotypowych reprezentacji nas samych, co doskonale dowodzi, jak bardzo nasza wyobraźnia zależna jest od kultury wizualnej, w której jesteśmy zanurzeni.

Istotą tego projektu (podobnie jak wcześniejszego, ale opartego na podobnych zasadach - Never Been to Houston) wydaje się wskazanie, iż dla naszych wyobrażeń o odległych, ale też całkiem bliskich miejscach, nieistotne jest to, czy w nich byliśmy, czy też nie, ponieważ w obu przypadkach wytwarzają się one pod wpływem nie bezpośredniego doświadczenia, ale tysięcy obrazów, które to doświadczenie uprzedzają. Brzmi to całkiem niewinnie do momentu, w którym to my, a nie oni, jesteśmy zmuszeni, by pomieścić się i odnaleźć w takim globalnie wytworzonym imagu naszego własnego miejsca.

17:50, krajewskimarek , idee
Link Komentarze (2) »
niedziela, 11 listopada 2007
Rzecz24
13:23, krajewskimarek , naoczne
Link Komentarze (2) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9