...o przedmiotach, obrazach, sztuce i socjologii
O autorze
Kategorie: Wszystkie | LINKI | idee | info | naoczne | teksty | tekstybeta
RSS
niedziela, 30 września 2007
RZECZ17
09:58, krajewskimarek , naoczne
Link Dodaj komentarz »
sobota, 29 września 2007
Zło i dobro

Premier Jarosław Kaczyński na dzisiejszej konwencji wyborczej w Szczecinie powiedział:
"W świecie wirtualnym i mediów nad nami przewagę mają nasi przeciwnicy, ale my wygrywamy w świecie faktów" (Dziennik)

„Jest świat realny i tu my jesteśmy górą. Ale jest też świat wirtualny, medialny i tam przewagą mają nasi przeciwnicy”( Gazeta Wyborcza)

„Jest świat faktów - i tu my mamy przewagę. Fakty przemawiają za nami. Ale jest też świat wirtualny, medialny. I tam przewagę mają nasi przeciwnicy” (PAP, Rzeczpospolita, TVN24)

Jeżeli poważnie potraktujemy tezy o symulacyjnym charakterze naszego świata i o jego całkowitym zmedializowaniu, to słowa te można potraktować jako przyznanie się do całkowitej porażki, ale istotniejszy jest tu sam fakt dokonania przez premiera rozróżnienia pomiędzy realnym i wirtualnym światem, światem faktów i mediów. Istotniejszy, ponieważ doskonale wyraża on status tej opozycji- nie służy ona jako narzędzie opisu rzeczywistości, ale jako retoryczny środek za pomocą którego krytykujemy współczesność. Stosowanie tej hierarchicznej dychotomii ( realny- wirtualny, prawdziwy- sztuczny) nie pomaga nam z pewnością zrozumieć otaczającej nas rzeczywistości, ale daje pewność, iż wybierając realne, a nie wirtualne stajemy po właściwej stronie. Paradoks polega jednak na tym, że tego rodzaju retoryka staje się skuteczna tylko za pośrednictwem tego, co jest jej przedmiotem.

(Jak rozumiem wirtualność wyjaśniam w tekście: Społeczne jako wirtualne. O starym i nowym typie symulowania realności, opublikowanym w nieco zmienionej formie w książce Człowiek pomiędzy rzeczywistością realną a wirtualną, Ośrodek Wydawnictw Naukowych, Poznań, 2006)

23:21, krajewskimarek , teksty
Link Komentarze (1) »
czwartek, 27 września 2007
Rzecz16
10:57, krajewskimarek , naoczne
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 września 2007
... a w Warszawie..

1. Awangarda w bloku

2. Passengers 

20:26, krajewskimarek , info
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 września 2007
Tytan, który na powrót chce być człowiekiem

 


( źródło zdjęcia: link)

 

Poprzedni wpis kończył się wskazaniem, iż konsekwencją naszych praktycznych relacji z codziennymi obiektami, jest uprzedmiotowienie jednostek. Władza przedmiotów oznacza z kolei, iż mamy dziś kłopoty zarówno z kategorią podmiotowości, jak i z poprowadzeniem wyraźnych granic pomiędzy tym, co ludzkie i nieludzkie, ożywione i martwe. Oczywiście zawsze byliśmy fyborgami, bo typowo ludzkie jest posługiwanie się narzędziami, które nie tylko wspomagają ciało, ale też wyposażają je w nowe możliwości (latanie, unoszenie kilkutonowych ciężarów, bycie dzięki mediom komunikacyjnym w kilku miejscach jednocześnie), ale dziś otaczamy się przedmiotami, które jak powiedział Günter Anders w latach 50-tych XX wieku (fragmenty jego książki można znaleźć tu), czynią nas staroświeckimi, niedopasowanymi do otoczenia, które sami stworzyliśmy. Ponieważ nie rozumiemy dziś, jak działają otaczające nas urządzenia, z czego je wykonano, nie potrafimy ich samodzielnie naprawić, niejasne są skutki ich wykorzystywania dla naszego zdrowia i środowiska, nie rozpoznajemy skomplikowanych sprzężeń zwrotnych, które one generują, to odczuwamy nie tylko rosnącą obcość wobec świata, który sami stworzyliśmy, ale pojawia się też pragnienie, które Anders wyraża „za pomocą formuły o tytanie, który rozpaczliwie chce na powrót zostać człowiekiem” (str. 441).

Ta próba stawania się na powrót człowiekiem, najsilniej artykułuje się w postaci różnych odmian technofobii, powrocie do prostych maszyn i naturalnych materiałów, konsumpcyjnym samoograniczaniu się, ma też inny interesujący przejaw, mocno zakorzeniony w naszej kulturze. Jest nim celebrowanie i wysokie społeczne nagradzanie tych, którzy do perfekcji kontrolują przedmioty i urządzenia, stanowiąc tym samym dowód, iż ludzie nadal są podmiotami, panami sytuacji, a nie są nimi rzeczy. Fascynacja ujarzmianiem obiektów materialnych nie realizuje się tylko w odniesieniu do sfer tak oczywistych, jak wyścigi samochodowe, pokazy lotnicze, czy cyrk, ale też w hackingu, telewizyjnych show i w sztuce. Zwłaszcza ta ostatnia jest interesująca, bo chociaż artyści dawno już odrzucili manualną maestrię jako warunek tworzenia dzieł sztuki, to ciągle jej pragnie masowa publiczność. Dla większości widzów muzealnych wystaw podstawowym kryterium oceny obiektów artystycznych jest nadal perfekcja wykonania, przejawiająca się w olśniewającym efekcie wizualnym, a więc w istocie skutki ujarzmienia materii i narzędzi. Niezgoda by nazywać bardzo wiele współczesnych dzieł sztuką, tylko dlatego, że nie przypominają one klasycznych obrazów i rzeźb, wydaje się mieć uzasadnienie właśnie w pragnieniu doświadczania nowych przykładów dominacji ludzi nad przedmiotami.

Tylko na pozór więc Rafał Olbiński, Robert Kubica, Ebi Smolarek i cyrkowy żongler nie mają ze sobą nic wspólnego. Są oni do siebie podobnie bo, powalają publiczności podtrzymywać nadzieję, że to my, a nie przedmioty sprawujemy władzę. Nadzieja to jednak płonna, czego dowodzi celebrowanie nielicznych przykładów ujarzmiania rzeczy i nadanie im statusu sztuczki.

13:13, krajewskimarek , idee
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 września 2007
Polityczność przedmiotów III

(żródło zdjęcia: link )

Polityczność prozaicznych rzeczy, których używamy każdego dnia, to również kilka innych aspektów, o których warto wspomnieć na zakończenie tej miniserii, zakładając jednocześnie, iż nie wyczerpują one tych wymiarów przedmiotów, które wikłają je w procesy sprawowania władzy.

Po pierwsze, i najbardziej oczywiste, mogą być one polityczne jako symbole, które wyrażają pojedyncze idee lub reprezentują bardziej złożone systemy ideologiczne. W tym wypadku są one typowymi funkcjoznakami, używanymi po to, by w sposób intencjonalny wyrażać postawy polityczne, wartości, przekonania, by samo się określać. Taką rolę może wypełniać ekologiczna torba na zakupy, ale też mur i bramy zamkniętego osiedla; antysystemowe buty, ale również czarna limuzyna mknąca na sygnale przez centrum miasta. We wszystkich tych wypadkach obiekt będący narzędziem, jest też znakiem, który dając się odczytać, pozwala zrozumieć tego, który go używa i określić jego miejsce na rynku konkurujących ze sobą idei, wizji życia społecznego.

Po drugie dobra, których używamy na co dzień są polityczne, ponieważ w sposób bezpośrednio reprodukują system. Nie chodzi tu tylko o to, że ich wytwarzanie oraz wzbudzanie pragnienia ich posiadania stanowią podstawowe źródło ekonomicznej efektywności, ale też o to, że ich ilość i jakość, egalitarność dostępu do nich są jednym z najważniejszych środków legitymizacji systemu. Co więcej ich konsumowanie bardzo często jest definiowane przez państwo w kategoriach patriotycznego obowiązku, którego powszechne wypełnianie służy dobru wspólnemu (mam tu na myśli propagandę konsumpcyjną w powojennych Stanach Zjednoczonych, ale też o akcje w rodzaju „Dobre i polskie”, „Teraz Polska”, czy „Kupując polskie produkty dajesz pracę”)

Po trzecie prozaiczne przedmioty są polityczne, ponieważ stanowią bezpośredni, dosłownie rozumiany, środek sprawowania władzy. Najczęściej używa się ich jako obietnicy nagrody w zamian za podporządkowanie (dawniej talon na Fiata, dziś służbowy samochód i komórka), ale też jako środka przymusu. Pozbawienie osobistych przedmiotów lub prawa do korzystania z nich nie jest tylko odebraniem narzędzi dzięki którym zaspokajamy potrzeby, ale też części nas samych. To, czego doświadczam jako mnie samego nie obejmuje przecież tylko mego ciała, ale też jego materialne ekstensje- ubranie, dom, samochód, książki, płyty itd. Pozbawienie możliwości korzystania z nich oznacza więc zawsze utratę części nas samych i jako środek wymuszania posłuszeństwa jest skuteczniejsze, niż zakucie w kajdanki, czy uderzenie policyjną pałką.

Po czwarte w końcu przedmioty są polityczne również, a może przede wszystkim dlatego, że w sposób bezpośredni zarządzają naszymi ciałami. Ponieważ patrzenie na codzienne obiekty jest zazwyczaj praktyczne (postrzegam obiekt jako coś, co czemuś służy, wypełnia pewną funkcję), to przedmioty są wyjątkowo skuteczne jako narzędzie kontroli, bo poza naszą refleksją pozostaje zazwyczaj cel, dla którego zostały one stworzone. Interesuje nas bowiem to, do czego i jak mogę ich użyć. Zgodnie z taką praktyczną postawą wobec przedmiotów, postrzegam wózek sklepowy jako narzędzie, dzięki któremu zakupy stają się łatwiejsze i wymagające mniejszego wysiłku fizycznego, ale już nie nad tym, dlaczego komuś zależy, aby nam je ułatwić; interesuje mnie to jak kierować wózkiem, aby nie poczynić szkód i nie potrącać innych klientów, ale już nie to dlaczego jest ona tak duży, że aż nieporęczny; bardziej interesuje mnie to w jaki sposób odczepić mój wózek od innych oczekujących na klientów na przysklepowym parkingu, niż to, dlaczego ktoś narzucił mi takie, a nie inne warunki skorzystania z tego ułatwienia. Postawa praktyczna wobec codziennych przedmiotów sprawia, iż traktujemy je jako neutralne narzędzia, podczas, gdy są one również środkami reprodukowania ładu, poprzez zarządzanie naszymi ciałami. Praktycyzm naszych relacji z rzeczami sprawia, iż nie do końca jasne jest kto w relacjach łączących nas z nimi, jest podmiotem, a kto przedmiotem. Z drugiej strony odzyskiwanie kontroli nad sytuacją przez jednostkę wymaga od niej refleksji, ta zaś utrudnia zazwyczaj skuteczne, efektywne działanie. Zazwyczaj wybieramy więc uprzedmiotowienie.

23:06, krajewskimarek , idee
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 września 2007
Polityczność przedmiotów II

vintage supermarket

(źródło zdjęcia: link)

Jeżeli uznamy, iż dobra materialne są środkami poprzez które doświadczamy rzeczywistości i dzięki którym staje się ona praktycznie zrozumiała (wiem, jak powinienem w określonej sytuacji postąpić), to ich polityczność polega też na ustanawianiu przez nie ramy samookreślenia, podstawy udzielania odpowiedzi na pytanie, kim jestem. Nasza tożsamość jest oczywiście autokreacyjnym projektem, ale wymaga ona materiału, punktów odniesienia, alternatyw przed którymi stajemy, próbując odnaleźć siebie. Istotne dla naszych tożsamościowych wyborów jest to, czego one dotyczą, jak szeroki i zróżnicowany jest ich zbiór, w jakim stopniu możemy ich swobodnie dokonywać. To zaś zostaje przedefiniowane poprzez dobra materialne określające, co i jak w otaczającym świecie staje się widzialne, obiektywne, istotne. Rzeczy wśród których przebiega moje życie, nie tylko więc pomagają zaspokajać potrzeby, ale też definiują czego mogę pragnąć, nie tylko pomagają wyrazić mi samego siebie, ale też podpowiadają kim mogę być. Wykluczenie społeczne i jego odtwarzanie się z pokolenia na pokolenia, nie wynika więc tylko z braku środków umożliwiających realizację pragnień, ale również z ograniczonej ilości alternatyw pośród których można wybierać, alternatyw narzuconych i zapisanych w materialnym kontekście naszego życia. Pewne modele biografii są nie tylko nieprawdopodobne, ale też nie potrafimy sobie ich najzwyczajniej wyobrazić, ponieważ brakuje reprezentujących je obiektów. Arjun Appadurai, w tekście Etnografia i wyobraźnia, trafnie zwraca uwagę, iż granice wyobrażalnego zostały znacznie poszerzone przez globalne media masowe, ale uwierzyć to nie tylko zobaczyć, ale też dotknąć.

Nieprzypadkowo więc Victor Buchli w książce An Archaeology of Socialism zauważa, iż społeczna rewolucja może się wypełnić, gdy przebudowana zostaje kultura materialna codzienności, a więc, gdy zmieni się rama samookreślania jednostek, materiał z którego budują one swoją tożsamość. Komunałka,  w której kuchnię, przedpokój, toaletę dzielę z innymi nie jest więc tylko nową formą zamieszkiwania, ale też wymusza przedfiniowanie takich kategorii jak prywatność, rodzina, intymność, współnota, dom, a więc też samego siebie. 

12:52, krajewskimarek , idee
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 września 2007
Polityczność przedmiotów

chruszczow, nixon

W najnowszym numerze pisma 2+3D oprócz bardzo interesującego tekstu o firmie Bata, można znaleźć również skróconą wersję wykładu Davida Crowleya wygłoszonego w Krakowie w kwietniu tego roku, a tu zatytułowanego Zimna wojna w domu. Autor koncentruje się na tym, w jaki sposób codzienność i jej materialność, projektowanie prozaicznych dóbr zostały wplecione w walkę ideologiczną, rozgrywającą się pomiędzy ZSRR i USA w okresie powojennym, walkę, której stawką było dowiedzenie wyższości jednego z dwu rywalizujących ze sobą systemów polityczno-gospodarczych: kapitalizmu i socjalizmu.

Tekst przywołuje między innymi słynną „debatę kuchenną” pomiędzy Nixonem i Chruszczowem, która miała miejsce podczas zwiedzania przez nich Amerykańskiej Wystawy Narodowej zorganizowanej w 1959 roku w Moskwie oraz felieton Davida Riesmana z 1951 roku, zatytułowany „The Nylon War” proponujący zbombardowanie ZSRR pończochami, które miały rozbudzić w obywatelach tego kraju hedonistyczne pragnienia zaspokajalne tylko przez rozwiniętą gospodarkę kapitalistyczną.

Ten ostatni pomysł nie tylko okazał się profetyczny (choć jako narzędzi rewolucji kapitalistycznej użyto raczej jeansów, coca-coli, gumy do żucia, kolorowej telewizji, hot-dogów i rocka), ale pozwala on również dostrzec, jak bardzo upolitycznione są codzienne, prozaiczne przedmioty. Nie chodzi jednak o to, że „byt określa świadomość”, ale raczej o to, że najbliższe, materialne otoczenie stanowiąc środowisko naszej egzystencji odpowiada za to, jak doświadczamy siebie i innych, w jakie relacje z nimi wchodzimy, czemu poświęcamy swój czas i jak/ do czego używamy swojego ciała. Taka praktyczna ideologia, zakorzeniona w naszych przyzwyczajeniach, jest dużo skuteczniejsza jako środek reprodukowania ładu, niż propaganda, cenzura i polityczne represje. Za sprawą normalności, oczywistości, nieproblematyczności prozaicznych przedmiotów odtwarza się bowiem w nich i poprzez nie porządek, który je wytworzył oraz przysłaniane są jego alternatywy. Obiekty tego rodzaju dają nam więc poczucie ciągłości, bezpieczeństwa i sprawiają, że wiemy, jak działać, ale ceną za to jest uprzedmiotowienie nas samych jako narzędzi podtrzymujących przy życiu świat w obrębie którego działamy.

Tej polityczności rzeczy świadomy był Gandhi inicjujący ruch swadeshi, młodzież zakładająca subkulturowe uniformy i Amerykanie organizujący w Moskwie wspomnianą wyżej wystawę, a na której pokazali po prostu jak żyją, gdzie i co kupują, jak spędzają czas wolny. Każde z tych działań było efektywne jako narzędzie walki politycznej, bo czyniło widzialnym i trudnym do zaprzeczenia to, co dotąd było niewyobrażalne. Paradoksalnie jednak i zgodnie z kulturową logiką przedmiotów- wyzwalając od starego porządku fundowały one jednocześnie nowy.

01:32, krajewskimarek , idee
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 września 2007
Behind The Scenes

 

troja

Niestety tylko w formie trailera ( i dobrego opisu) dostępny jest w sieci dokument Krassimira Terzieva. Sam autor traktuje go jak raport z badań nad procesem powstawania mega produkcji Troja i taki ma on właśnie charakter. Film nieco przypomina dodatki, które dziś znajdziemy na (prawie) każdym krążku DVD i nakręcony został w konwencji behind the scenes, ale ta ostania została tu potraktowana dosłownie. Terziev pokazuje w swoim dokumencie to, czego nie widać na ekranach filmowych, a mianowicie polityczny, kulturowy, etniczny, narodowościowy i ekonomiczny kontekst produkowania dziś rozrywki. Dokument jest bardzo dobrą ilustracją tekstu Johna Urry’ego Globalne układy złożone (można go znaleźć w tej książce), ale opowiada też o tym jak popkultura eksploatuje tych (w tym wypadku bułgarskich statystów), którzy dostali się w jej tryby i zostali użyci by tworzyć widowisko.

20:56, krajewskimarek , LINKI
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 września 2007
RZECZ15
ken
19:45, krajewskimarek , naoczne
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3