...o przedmiotach, obrazach, sztuce i socjologii
O autorze
Kategorie: Wszystkie | LINKI | idee | info | naoczne | teksty | tekstybeta
RSS
sobota, 24 listopada 2007
RZECZ26
18:07, krajewskimarek , naoczne
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 listopada 2007
Patrząc na starość

Już w przyszłym tygodniu w Poznaniu odbędzie się konferencja:

Szczegółowy program: plik

Zapraszam w imieniu organizatorów.

19:47, krajewskimarek , info
Link Komentarze (2) »
niedziela, 18 listopada 2007
Retoryczność starości

Kim są starsze osoby z fotografii wykonanych w ramach projeku Iconic Moments of the 20th Century grupy Henry VIII's Wives? Po pierwsze pensjonariuszami domu opieki w Glasgow, którzy przed obiektywem aparatu fotograficznego odgrywają sceny ze najbardziej znanych XX wiecznych zdjęć dokumentalnych (Berlińska Olimpiada w 1936 roku/ Konferencja Jałtańska/ Iwo Jima/ Nguyen Ngoc Loan strzelający w głowę podejrzanego o współpracę z Vietcongiem itd.) Po drugie są sobą- nie zostali oni w jakikolwiek sposób ucharakteryzowani, ubrani są własne codzienne stroje, zaś zdjęcia wykonano w miejscu w którym przebywają. Po trzecie w końcu występują tu one również w roli figury retorycznej, która z jednej strony pozwala przyjrzeć się statusowi zdjęć nazywanych ikonami, z drugiej zaś statusowi osób starszych.

W tym pierwszym wypadku chodzi więc o zwrócenie uwagi, iż najważniejsze fotografie XX wieku nie pokazują konkretnych sytuacji, które na nich utrwalono, ale idee- okrucieństwo wojny, bohaterstwo żołnierzy, geopolitykę powojennego świata, patriotyzm itd. Żołnierzy można zastąpić emerytami, ulice Sajgonu uliczką w Glasgow, a berlińskie podium na którego szczycie stoi Jesse Owens, stolikiem pod telewizor, a i tak powstałe w ten sposób nowe fotografie będą nadal odsyłały do swoich pierwotnych idei. Co to oznacza? Przede wszystkim to, że rzeczywistość zawsze przegrywa z jej powtarzanymi tysiące razy reprezentacjami, a najbardziej dramatyczne obrazy (przedstawiające śmierć, umieranie, cierpienie konkretnych osób) bardzo szybko przestają być szokującymi nas dokumentami, a stają się tym czym są- a więc jednymi z wielu wizualnych przedstawień (mam wrażenie, że tak się właśnie stało z video prezentującym śmierć Roberta Dziekańskiego na lotnisku w Vancouver powtarzanym w nieskończoność przez wszystkie telewizje), przyjmowanych ze spokojem wytrawnego widza, który nie takie rzeczy już widział.

Zdjęcia z omawianej serii pozwalają również dostrzec dwuznaczny status osób starszych we współczesnym życiu społecznym. Z jednej strony są one traktowane z pobłażliwym dystansem, bardzo podobnym do tego, którego używamy gdy próbujemy rozumieć dzieci. Z drugiej zaś z ostrożnym szacunkiem u którego podstaw leży świadomość, iż starsi już niejedno widzieli i przeżyli, że świadkowali wielu istotnym zdarzeniom, że ich doświadczenia są bogatsze od naszych. Czy tej dwuznaczności nie prezentują właśnie fotografie z serii Iconic Moments…? Widzimy na nich bowiem starsze osoby zachowujące się jak dzieci, ale też mamy świadomość, iż mogły one uczestniczyć w dramatycznych zdarzeniach, do których odsyłały pierwowzory zdjęć, iż mogły być ich naocznymi świadkami lub aktorami. Dwuznaczność, która się rodzi na styku tego, co widać i naszych wyobrażeń dotyczących bohaterów zdjęć doskonale oddaje poznawczy kłopot, który towarzyszy nam, gdy próbujemy pojąć kim są stare. Dla ich rozumienia brakuje nam dobrego słownika, bo ten, którym dysponujemy stworzono na potrzeby tych, którzy dziś dominują- młodych i dorosłych.

23:00, krajewskimarek , idee
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 listopada 2007
RZECZ25
18:13, krajewskimarek , naoczne
Link Komentarze (3) »
wtorek, 13 listopada 2007
Never Been Too...

Projekt Never Been to Teheran prezentuje zdjęcia kilkunastu artystów z całego świata, przedstawiające stolicę Iranu. Istotne jest to, iż żaden z uczestników tego przedsięwzięcia nigdy nie był w tym mieście, zaś fotografie zostały wykonywane w miejscu ich zamieszkania ( a więc na przykład w Paryżu, Tokio, Londynie, Malme, Berlinie, Karaczi, czy Filadelfii). Powstały w ten sposób album jest więc w istocie zbiorem zwizualizowanych społecznych i indywidualnych wyobrażeń na temat Teheranu. Najczęściej są to zdjęcia przedstawiające to wszystko, co kojarzy się nam z islamem i kulturą arabską (zakwefione kobiety, meczety, specyficzne pismo, ciecierzyca, baranina, arabeski, dywany, bazary itd.) albo to, co stanowi elementy stworzonej przez zachodnie telewizje reprezentacji tego rejonu ( militaryzacja, krew, rozhisteryzowany tłum, ubóstwo itd.), od czasu do czasu zaś pojawiają się tu też fotografie, które pokazują Teheran poprzez obrazy nie kojarzące się z nim bezpośrednio (wieżowce, samochody, industrialne krajobrazy, portrety przypadkowych osób itd.). Te ostatnie zdjęcia nie próbują więc tego miejsca egzotyzować, ale usiłują pokazać, iż jest ono normalne, co w tym wypadku oznacza podobne do zachodnich miast. Znaczące jest więc to, że jako narzędzia walki ze stereotypowymi reprezentacjami inności używa się stereotypowych reprezentacji nas samych, co doskonale dowodzi, jak bardzo nasza wyobraźnia zależna jest od kultury wizualnej, w której jesteśmy zanurzeni.

Istotą tego projektu (podobnie jak wcześniejszego, ale opartego na podobnych zasadach - Never Been to Houston) wydaje się wskazanie, iż dla naszych wyobrażeń o odległych, ale też całkiem bliskich miejscach, nieistotne jest to, czy w nich byliśmy, czy też nie, ponieważ w obu przypadkach wytwarzają się one pod wpływem nie bezpośredniego doświadczenia, ale tysięcy obrazów, które to doświadczenie uprzedzają. Brzmi to całkiem niewinnie do momentu, w którym to my, a nie oni, jesteśmy zmuszeni, by pomieścić się i odnaleźć w takim globalnie wytworzonym imagu naszego własnego miejsca.

17:50, krajewskimarek , idee
Link Komentarze (2) »
niedziela, 11 listopada 2007
Rzecz24
13:23, krajewskimarek , naoczne
Link Komentarze (2) »
środa, 07 listopada 2007
Outdoor war

Za sprawą stowarzyszenia Moje Miasto A W Nim ( +kurczeblade) znowu głośno zrobiło się o problemie reklamy zewnętrznej, a dokładniej o tym, co nazywa się często wizualnym skażeniem miasta. Głównym celem walki tym razem jest stworzenie ustawy regulującej poczynania firm outdoorowych, a efektem możliwość ponownego zobaczenia miasta w formie nieopakowanej banerami i wielkoformatowymi plakatami przez jego mieszkańców, a więc odzyskanie przestrzeni miejskiej przez tych do których ona rzeczywiście należy. Problem rzeczywiście istnieje, ale nie jestem przekonany, czy jego źródłem jest (tylko) reklama zewnętrzna i czy celem walki powinno być odsłonięcie miejskiej ikonosfery. Stąd trzy pytania:

 

- czy źródłem wizualnego skażenia jest brak przepisów regulujących poczynania firmy outdoorowych, czy też to, że działają one w podobny sposób jak większość z nas, czyli traktując przestrzeń wspólną jako przestrzeń niczyją, w której każdy jest zajęty tylko sobą i nie martwi się o konsekwencje swoich działań dla innych ( o tym, że tak właśnie jest świadczy masa przykładów: sposób poruszania się po drogach, parkowanie utrudniające życie innym, głośna muzyka w miejscach publicznych, podrzucanie innym swoich śmieci, balkony traktowane jako pakamery, wszelkie postacie wandalizmu, ciągnące się miesiącami proste roboty drogowe, mniejsze lub większe samowole budowlane, freestyle sklepowych witryn i szyldów, akwizycja i rozdawanie ulotek na ulicy, fatalnie wykonane i gloryfikujące przemoc pomniki oraz masa innych)

- kto i w jaki sposób miałby regulować to, jak powinna wyglądać miejska ikonosfera? (mówiąc jeszcze inaczej ikonosfera jest zawsze zapisem procesów wytwarzających miasto i działań jednostek w nim żyjących i z tego powodu propozycja prawnej regulacji tego, co powinno ją tworzyć nie tylko mnie nie przekonuje, ale też nieco niepokoi- jej skutki mogą być odmienne od zamierzonych. Być może powinniśmy się pogodzić z tym, że nasze miasta wyglądają tak, a nie inaczej, bo odzwierciedlają to, kim jesteśmy i nie tyle koncentrować wysiłki na zmienianiu ikonosfery, co raczej na zmienianiu siebie samych)

- jakie miasto wyłoni się, gdy zdejmiemy zasłaniające je reklamy . Czy zobaczymy tylko dawno niewidziane zabytki i piękną architekturę, czy też krainę przybudówek, brudne fasady, architektoniczny chaos? ( zdaję sobie sprawę, iż to pytanie jest dosyć ryzykowne, ale chodzi mi tylko o wskazanie na słabość linii argumentacyjnej, która uzasadnia walkę z billboardami- kiedy już ją wygramy nie będziemy wcale żyć w pięknych miastach, ani nawet choć trochę ładniejszych i przyjaźniejszych , niż te współczesne)

 

Przemawia do mnie oczywiście argument, że od czegoś trzeba zacząć, by rozwiązać problem wizualnego skażenia, ale nie zawsze to, co najbardziej rzuca się w oczy jest najgroźniejsze.

 

Na zakończenie: co zrobić z irytującymi billboardami- podpowiada Helmut Smits

23:28, krajewskimarek , idee
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 05 listopada 2007
RZECZ23
17:58, krajewskimarek , naoczne
Link Komentarze (8) »
sobota, 03 listopada 2007
Cepeliada high-tech

Grant McCracken, jeden z moich ulubionych antropologów i komentatorów współczesnej kultury konsumpcyjnej, jakiś czas temu zidentyfikował interesujący trend konsumencki, przybierający postać społecznego ruchu, który nazwał ruchem rękodzielniczym (artisanal movement.). Opiera się on na dziesięciu podstawowych komponentach:


Preferowanie rzeczy na ludzką skalę (warzywa z przydomowego ogródka, a nie z ogromnej, przemysłowej szklarni)

Preferowanie tego, co wykonywane ręcznie (oscypek wykonany w bacówce, a nie w hali produkcyjnej)

Pierwszeństwo dla tego, co surowe i nieprzetworzone (świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy, a nie napój o smaku pomarańczowym)

Preferowanie tego, co nieobrandowane (ser raczej wprost „od gospodarza”, niż z korporacyjnej mleczarni)

Uprzywilejowanie przedmiotów, które są spersonalizowane ( zakupy w małym, rodzinnym sklepie, a nie w mall’u)

Preferowanie nowej transparencji (a więc pełnej informacji na temat pochodzenia produktu i surowców, z których zostały one stworzone)

Preferowanie przedmiotów, które są „autentyczne”( powrót do tradycyjnej kuchni)

Preferowanie produktów lokalnych ( z Wielkopolski, a nie „wytworzone w X, pakowane w Y, dystrybuowane w Z)

Preferowanie nowego rodzaju znawstwa ( które jak wynika z komentarza nie opiera się na jakieś z trudem zdobywanej kompetencji, ale raczej na rozsmakowywaniu się, na byciu koneserem, amatorem, a nie znawcą)

Preferowanie prostych produktów przed złożonymi ( bułka z masłem przed XXL hamburgrem z setką dodatków).

Ruch ten przypomina nieco próbę powrotu do świata przed modernizacją i macdonaldyzacją, ale trzeba pamiętać, że jest on jednocześnie trendem konsumenckim i jako taki powinien być przede wszystkim rozpatrywany. Oglądany z tej perspektywy przypomina nieco zachwyt nad kiszonymi ogórkami i pajdami chleba ze smalcem podawanymi managerom podczas korporacyjnej imprezy w wyrafinowanej restauracji. Paradoksalnie wyraża on więc nie tyle pragnienie życia w świecie prostym, naturalnym i zlokalizowanym, tradycyjnym, ale raczej potrzebę nowych wzorów konsumpcji, czegoś nowego, innego, egzotycznego. Znaczące jest tu również to, że egzotyczny staje się tu sposób życia ludzi żyjących wciąż na pograniczu tego, co tradycyjne i nowoczesnym, a więc tych którzy stanowią większość globalnej populacji. Ruch rękodzielniczy nie proponuje więc powrotu do przeszłości, ale raczej jego stylizację w wersji high-tech- możliwą do zamówienia przez Internet, higieniczną i w takim zakresie, w jakim pragnie tego sam klient.

Ruch ten jest amerykańskim wynalazkiem i z europejskiego punktu widzenia może wydawać się mało innowacyjny. Nie oznacza  to jednak, że nie jest on również popularny na Starym Kontynencie. Jego przejawy można znaleźć również w polskim kontekście:

*Przydrożne "polskie chaty" (w miejsce dawnych bud z zapiekankami), oferujące "chłopskie jedzenie"* Moda na regionalne specjały i walka o uznanie ich statusu przez unijne prawodawstwo * Jednodniowe soki i przeciery od małych producentów * Powrót drewnianych zabawek i ich popularność ( raczej wśród rodziców, niż dzieci) * Agroturystyka i wakacje- koniecznie u zaprzyjaźnionego- gospodarza na wsi * Sklepy i stoiska z ekologiczną żywnością * Używanie nazwisk ( a więc personalizacja i transparencja), jako marek produktów (oznacza to powrót do tradycyjnej funkcji marki, w której jakość produktu była poświadczana przez reputację jego wytwórcy) * Moda na domowy wyrób win i nalewek * Popularność ręcznie i chałupniczo  wykonywanej biżuterii, ubrań, mebli (np. pakamera) * i wiele innych*

 

09:54, krajewskimarek , idee
Link Komentarze (21) »
piątek, 02 listopada 2007
RZECZ22
23:19, krajewskimarek , naoczne
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2