...o przedmiotach, obrazach, sztuce i socjologii
Blog > Komentarze do wpisu
Przedmiot, który uczłowiecza...

...czyli o tym, jak obiekty materialne stwarzają nas jako ludzi. Szkic do większego tekstu :

PLIK  

poniedziałek, 10 grudnia 2007, krajewskimarek

Polecane wpisy

  • Pytanie (na tropach misia)

    Znalazłem na stronie vlep[v]net to zdjęcie z Zakopanego: Czy ktoś może wie kto projektował/ produkował te kosze na śmieci, które dawniej można było spotkać w

  • FOTOGRAFIE JAKO PRZEDMIOTY...

    ..czyli o tym dlaczego zdjęciom bliżej do kanap i stołów, niż do obrazów telewizyjnych i filmowych. Szkic do tekstu (nie do cytowania): http://krajewskimar

  • Przedmioty-oferty i relacje

    Szkic do większego tekstu ( nie do cytowania): http://krajewskimarek.blox.pl/resource/Marek_Krajewski.doc

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: tarkowski, *.aster.pl
2007/12/11 00:52:26
miałem dzisiaj okazję wysłuchać tekst ten (jak sądzę) na seminarium o rzeczach, bardzo ciekawym. abstrahując od kwestii merytorycznych, spotkanie było ciekawe na poziomie formy / rzeczy właśnie.

Po pierwsze, wszystkie referaty były odczytane. Z tej perspektywy powerpointowanie jawi się jako zachowanie specyficzne być może dla pewnego kręgu kulturowego? Albo może brak powerpointu dodaje w dzisiejszych czasach powagi? Pomyślałem także sobie, że w takiej postaci wolałbym je znaleźć w sieci - bo spotkanie naukowe, troche jak koncert, traktuje jako okazje do przezycia wyjatkowego i autentycznego - moze referent, plynac tokiem rozumowania, powie cos wyjatkowego, niesamowitego, pod wplywem chwili? Taki jest chyba tez sens np. wywiadow. Zdaję sobie sprawę, że oczywiście materia referatów była trudna, więc zapewne czytanie z kartki gwarantowało jasność przekazu. Niemniej trudno się było oprzeć wrażeniu pewnego play-backu.

Po drugie, w czasie dyskusji wydarzyło się coś zabawnego: jeden ze słuchaczy wstał i zadał pytanie prelegentce, stwierdzając, że wprawdzie omówili już te sprawy prywatnie (mailowo), ale chciałby uczynić tę wymianę zdań publiczną. Więc pomyślałem sobie, że przydałby im się blog - wtedy mogliby prowadzić rozmowę, na którą inni mogliby zerkać. (Ta obserwacja mogłaby być punktem startu dla dłuższej uwagi o braku i potrzebie blogów - i innych form komunikacji online - w polskim środowisku naukowym?)

Podsumowujac, ciesze sie wiec niezmiernie ze a) ma Pan bloga b) opublikował na nim swój tekst! [Mam też nadzieję, że nikogo, a w szczególności prelegentów, tymi uwagami nie urażam.]
-
a_rogozinska
2007/12/11 13:44:09
Panie Marku, cieszę się, że ma Pan bloga i że opublikował Pan na nim tekst z panelu o przedmiotach - ciężko się skupić na tekście czytanym przez innych, chociaż studenci bardzo się starali. Chętnie przyjrzę się bliżej rzeczom w relacji do człowieka na poziomie gatunkowym, społecznym i jednostkowym.

Na komentarz Alka w zasadzie odpisałam już na moim blogu, ale częściowo powtórzę: w drugiej części panelu na szczęście było mniej czytania, a więcej wygłaszania referatów (chociaż czas gonił). Nie wiem, czy powerpoint jest postrzegany jako "mało poważny" - na pewno nie na konferencjach socjologicznych, psychologicznych i filmoznawczych. Może referaty i ich czytanie z kartki jest po prostu postrzegane jako najlepszy sposób prezentacji teorii i niekoniecznie wpisuje się w opozycję poważny-niepoważny (chociaż można to analizować nie tylko w kontekście dziedzin wiedzy czy treści przekazu, ale także wieku prowadzących, zwyczaju panującego na konferencjach z danej dziedziny itd.)?
-
2007/12/11 14:22:43
Przede wszystkim jest mi niezmiernie przykro, że nie mogłem być w Warszawie z przyczyn ode mnie nie zależnych..., a zwłaszcza, że ominęła mnie gorąca, jak mi doniesiono,dyskusja.
Po drugie uważam, choć to w zaistniałej sytuacji dwuznaczne, że czytanie referatów nie jest najlepszym sposobem ich wygłaszania, podobnie zresztą, jak używanie prezentacji. Power Pointa sam używam często, ale tylko wtedy, gdy pokazuję ilustracje i zdjęcia. Nie używam go natomiast jako podstawy dla tego, co mówię, bo jest on w moim przekonaniu strasznie dyscyplinującą zarówno referenta, jak i słuchacza, protezą. Sposób w jaki strukturyzuje on wypowiedź sprawia, że jest ona czytelna jako konstrukcja, ale przestaje istnieć jako narracja. To jest trochę tak, jakby pomiędzy mówiącym i słuchającym pojawił się ktoś trzeci, kto trzyma całą tę sytuację w ryzach i narzuca jej warunki.
-
Gość: kummernis, *.icpnet.pl
2007/12/11 18:30:42
Glosa - z innej strony

Czy nie jest też tak, że po części rzeczy uczłowieczają nas dlatego, że my uczłowieczamy rzeczy?
Zdaje się, że nadajemy przedmiotom rangę czegoś więcej, niż stanowią one w istocie - nie wiem, z jakiego powodu, bo sieć przyczyn plącze się i zatacza koła: brak wystarczająco "ludzkich" więzi społecznych, niedosyt bezpośredniości w kontaktach, niezaspokojone potrzeby posiadania i przynależenia, a z drugiej strony ta gwałtowna proliferacja przedmiotów, materialnych kanałów-zapośredniczających przekaźników i przez to utrudniony (?) dostęp do "człowieczeństwa". Trudno określić, co byłoby tutaj pierwotną przyczyną, prawdopodobnie wszystko po trochu i względnie równolegle, nie miejsce tu na takie dywagacje. Co natomiast dla mnie istotne, nasuwa mi się pewna (nie wiem, na ile słuszna) intuicja, że kiedy w efekcie tych procesów nadajemy przedmiotom status "człowieczy", doprowadzając do tworzenia się Latourowskich hybryd, to czynimy to po to właśnie, by następnie hybrydy te uczłowieczały nas tak, jak dawniej czyniły to głównie stosunki interpersonalne. (Przy nieco socjologistycznym może założeniu, że to właśnie życie społeczne "robi z nas ludzi".) Przykład Second Life pokazuje pewną ludzką bezradność w obliczu braku bezpośredniości i gorączkową potrzebę jej stworzenia, co skądinąd pociąga za sobą pytanie, na ile taka imitacja jest w stanie "ludzkość" człowieka reprodukować, a na ile jej iluzoryczność także "człowieczeństwo" nasze coraz bardziej iluzorycznym (a przynajmniej hybrydycznym) czyni.
Pisze Pan: "większość społeczeństw nagradza dążenie do doskonałości i maestrii oraz zdolność do pełnego podporządkowania sobie świata materialnego". Jeśli by pójść dalej tropem mojej intuicji, to jej implikacje tłumaczyłyby poniekąd, dlaczego owo "podporządkowanie sobie świata materialnego" do końca nie może się dokonać. Otóż wydaje się, że ten "uczłowieczony" świat przedmiotów rozbudza zarazem potrzebę podporządkowania się jemu, tak jak podporządkowujemy się chętnie ludziom (w znaczeniu wchodzenia w związki społeczne), w celu uzyskiwania pewnych tego korzyści (jak zaspokojenie szeregu potrzeb: uznania, przynależności, tożsamości...) Uczłowieczająca moc rzeczy w stosunku do człowieka miałaby zatem, paradoksalnie, rodowód w procesie sobie przeciwnym: w uczłowieczaniu przez człowieka samych przedmiotów.
-
2007/12/11 20:29:49
Zgadzam się, że uczłowieczamy, ale raczej materię i rzeczy, niż przedmioty. stworzenie tych ostatnich jest zawsze formą wprowadzenia do ludzkiego świata tego, co się znajdowało poza nim (a więc elementów świata fizycznego i przyrodniczego). Przedmiot jest więc zawsze uczłowieczony, bo nie tylko stworzony został on przez człowieka, ale też w kontekście jego świata. Nie ma to więc nic wspólnego z jakimiś potrzebami psychologicznymi, ale stanowi przejaw sposobu w jaki człowiek adaptuje sie do środowiska.
Czym innym jest natomiast antropomorfizacja przedmiotów (przypisanie im ludzkich cech i przymiotów, traktowanie ich jak ludzkich istot, przypisywanie im intencji, zdolności do samodzielnego działania, cech charakteru)i to o ten aspekt chyba, takie ma wrażenie, Ci chodziło. Jeżeli tak to całkowicie zgadzam się z interpretacją powodów pojawiania się tak rozumianego antropomorfizowania obiektów materialnych, wyłożonych w Twoim poście.